ZAKODOWANY KARDYNAL ORAZ SSANIE NA EKRANIE
W pierwszym przypadku styl z harlequina, intryga na poziomie jasia i malgosi, wodolejstwo posunięte do granic wytrzymalości, napięcie mniejsze niż w książce telefonicznej i ogólny zarys akcji zerżnięty z wahadla foucaulta Eco. W drugim przypadku - jazda na granicy wytrzymałości Prawa i Polskich Rodzin.
Co je łączy? Kontrowersyjne treści? Dokładnie!!! I o to chodzi. W przypadku tabletek cios z półobrotu prosto w twarz.
W przypadku kodu natomiast tylko lekki ślizg po dużo glębszej tematyce i nagięcie paru faktów do wlasnej, banalnej tezy.
a jednocześnie światowy bestseller okrzyknięty najwiekszym wydarzeniem literackim. Jak to możliwe?
Najważniejszy jest temat – na nim opiera się kampania marketingowa tego produktu. Śmiem podejrzewać, że kampanię promocyjną zaplanowano jeszcze zanim powstala książka – napiszmy coś, co poruszy kościół, a zrobią nam darmową reklamę w każdym kościele.
Strzal w dziesiątkę!
Gdy przeczytalem wypowiedzi Kardynala Dziwisza oniemialem. Przy calym szacunku uważam fakt, że dal się wmanewrować w kampanię reklamową za co najmniej krótkowzroczność. jego oficjalne wystąpienie dotyczące tego tworu to nic więcej jak obrażanie się na ciastko z nieświeżym kremem (trawestując Vonneguta) i znakomita reklama – czyli efekt dokladnie odwrotny do zamierzenia. No chyba, że tak mialo być...
Trafilem ostatnio na drugi kontrowersyjny film o mucoanginie – może im też uda się zaangażować do kampanii kogoś wysoko postawionego? :)


